Zachodnie USA, Yosemite i San Francisco

Wyprawa do USA zmierzała do końca. Pozostały do odwiedzenia jeszcze dwa zacne miejsca. Nockę poprzedzającą wizytę w Yosemite spędziłem w miejscowości Lee Vining. To dobra baza wypadowa na Tioga Pass (uwaga: od listopada do maja droga od Przełęczy Tioga na zachód do drogi Big Oak Flat jest zamknięta).  Wczesnym rankiem wyruszyłem znad Jeziora Mono w stronę Parku. Aby dotrzeć do Doliny Yosemite należy przejechać odcinek około 100 km, co zajmuje na krętej drodze blisko 2 godziny. Cała trasa wiedzie w przeważającej części przez gęste lasy świerkowe. W niższych partiach w zasadzie brak jakichkolwiek widoków. Dopiero po wjechaniu na wysokość przełęczy, tzn. 3031 metrów n.p.m. rozpościera się piękna panorama na przepastne doliny obsiane gęsto zielonym świerkiem, mocno kontrastującym z granitowymi kopułami, zwieńczającymi horyzont. Kilka odcinków drogi oznaczonych jest znakami wskazującymi na występowanie niedźwiedzi. Mimo usilnych starań nie udało mi się dojrzeć żadnego z nich.

6 wpis (1)

Na wysokości skrzyżowania z drogą Big Oak Flat trzymamy się głównej drogi i jedziemy dalej prosto. Coraz częściej widać granitowe wyniosłości oraz głębokie przepaści. Po przydługawej jeździe w końcu wjechałem do jednej z najpiękniejszych dolin w USA – Yosemite. Wpierw zza niepozornej ściany wyłonił się potężny masyw El Capitan – biała ściana o wysokości 2301 m n.p.m. wyrasta z morza świerków rzucając długi cień na dolinę. Droga wije się pomiędzy potokiem a kolejnymi ścianami. Trzeba uważać, bowiem wiele z tych dróżek jest jednokierunkowych.

 Dolina Yosemite
Źródło: http://www.nps.gov

Po dotarciu na parking centralny warto udać się do nowoczesnego Visitors Center. Można tu nabyć ciekawe publikacje dotyczące samego parku oraz uzyskać fachową informację od bardzo sympatycznego personelu. W sąsiedztwie znajduje się restauracja. Dla piechurów Park przygotował mnóstwo tras trekkingowych i wspinaczkowych. Z racji braku czasu wybrałem się na krótki 3,2-kilometrowy spacer do podnóża najwyższego wodospadu Ameryki Północnej – Yosemite. Szlak rozpoczyna się nieopodal Visitors Center. Spokojnym tempem całość trasy zajmuje średnio 2-3 godziny marszu. Zdecydowałem się podejść pod samą kaskadę. Wiąże się to ze skakaniem po ogromych głazach. Jednak w upalny dzień zdecydowanie polecam wspinaczkę po odrobinę ochłody. Sam wodospad w rzeczywistości składa się z trzech kaskad: górnej – 436 metrów wysokości, środkowej – 206 metrów i dolnej – zaledwie 98 metrów. By móc podziwiać piękno wszystkich kaskad należy wybrać się na blisko 8-godzinny trek (11,6 km round-trip). Trasa jest nieco bardziej wymagająca od podjętej przeze mnie, ale nie powinna nastręczać trudności piechurom o średniej kondycji.

Tereny Yosemite zamieszkane były od ponad 3500 lat. Rdzenna indiańska ludność należała do plemienia Miwok. Z czasem jego nazwę zmieniono na Ahwahneechee. Prowadziło ono koczowniczy tryb życia, jednak w okolicach Doliny powastało kilka stałych osad. Kiedy w XIX wieku odkryto tu złoża złota Indianie musieli stawić czoła najeźdźcy. To tu powstał słynny Batalion Mariopsa, który miał odpierać ataki walczących o swoją ziemię Indian. Nie tylko życie Indian było zagrożone. W wyniku rozpowszechnieniu się informacji o bogactwach naturalnych Doliny, ruszyli prywatni inwestorzy, którzy nieśli się z zamiarem wykupu ziemi. Kongres postanowił utworzyć tu początkowo rezerwat przyrody. Dopiero w 1890 roku zapadła decyzja o utworzeniu praku narodowego. Dzisiaj zajmuje on powierzchnię 3030 km2.

Takimi słowy opisał swoje wrażenia Lafayette Bunnell, jeden z pierwszych białych, którzy przybyli do Doliny: „Nikt, prócz tych, którzy odwiedzili tą przecudną dolinę, nie może sobie wyobrazić uczucia, z jakim spoglądałem na otwierający się przed nami widok (…). Szczególne, podniosłe doznanie zdawało się wypełniać całe moje jestestwo, a do oczu napłynęły mi łzy wzruszenia”.

Yosemite znany jest przede wszystkim z ogromnych granitowych kopuł, które wyrastają ponad okolicę na wysokość powyżej 3000 metrów. Najbardziej znanymi skałami jest wspomniany wyżej El Capitan oraz Half Dome. Oprócz nich swoim urokiem urzekają niezwykłe formacje skalne, wijąca się wieloma zakolami rzeka Merced, a także jeziora i wszędobylskie świerki. Na zdjęciu poniżej widoczna jest najbardziej znana panorama Parku. Po lewej stronie masywna sylwetka El Capitan, w głębi nieoświetlony szczyt Half Dome (2693 m), bliżej po prawej Skały Katedralne i Iglice oraz ciemna smuga po wyschniętym wodospadzie Bridalveil, skąd zwykle ciągnie się 190-metrowej wysokości biała wstęga wody, wyglądająca ja welon panny młodej – stąd nazwa. Akurat w czasie mojej wizyty w Parku wodospowi musiało zabraknąć wody… Takie zdjęcie można wykonać z punktu widokowego zwanego Tunnel View ( w zachodniej części Doliny).

6 wpis (9)Wybierając się do Yosemite należy mieć na uwadze, że w Parku jest tylko kilka stacji benzynowych. Rekomenduję uzupełnienie baku na początku trasy, potem można się roczarować.

Tego damego dnia pod wieczór dojechałem do San Francisco. Ruch jak w Rzymie. Amerykanie mają świetny patent na kontrolowanie korków: wyjeżdżając przed wszystkie jadące na pięciu czy sześciu pasach w jednym kierunku samochody radiowóz policyjny zatacza ósemki na środku autostrady spowalniając ruch. W ten sposób nie staliśmy w korku, lecz wolniej, ale cały czas w ruchu brnęłiśmy do przodu. Kiedy przejechałem przez most Oakland Bay ukazała mi się niesamowita panorama miasta z niebotycznymi przepięknymi drapaczami chmur z charakterystycznym Transamerica Pyramid. Wśród tysiąca samochodów i setek zjazdów należy się mieć na baczności, by nie przeoczyć odpowiedniego skrzyżowania. Grozi to bowiem utknięciem w korku w śródmieściu.

W XVIII wieku tereny Kalifornii nalezały do Meksyku. W 1776 roku hiszpańscy kolonizatorzy osiedlili się na końcu półwyspu zakładając tu fort oraz misję imienia Św. Franciszka z Asyżu. Kiedy w 1848 roku miasto przeżywało gorączkę złota, było ono najbogatszym miejscem na zachodnim wybrzeży Ameryki. Wzrost gospodarczy był wówczas znaczny. W 1906 roku miasto nawiedziło potężne trzęsienie ziemi, a reszty zniszczeń dokonały szalejące w jego wyniku pożary. Mimo to w kilka lat później podniosło się z gruzów.

Będąc w SF nie sposób ominąć jego największych atrakcji: Golden Gate, Croit Tower, Lombard Street, Alcatraz czy tramwajów. Miasto znane jest także z bardzo stromych dróg przecinających się pod kątem prostym. To na jego ulicach rozgrywały się akcje największych pościgów policyjnych z latającymi w powietrzu samochodami.
Wizytówką miasta i jednym z symboli USA jest wiszący most Golden Gate. Został  otwarty 27 maja 1937 roku. Ma niezwykłe znaczenie komunikacyjne. Każdego miesiąca przejeżdża nim około 3,5 mln samochodów. Łączy duże miasta jak San Rafael, Santa Rosa, San Francisco czy San Jose. Mówi się, że od momentu jego otwarcia przejechało nim ponad 1,6 miliarda samochodów. Polecam przejechać na drugą stronę cieśniny i zjechać wpierw w prawo. To pierwszy punkt widokowy – Vista Point. Drugi znajduje się po przeciwnej stronie drogi. Należy w tym celu  udać się, najlepiej pieszo (około 20 minut spaceru) do punktu zwanego Golden Gate Bridge Vista Point. Stąd zdecydowanie lepiej widać most, a najlepiej będzie oświetlony o zachodzie słońca.
Bez wątpienia warto zobaczyć słynną Coit Tower. Zbudowana została w najwyższym punckie wzgórza Telegraph Hill z inicjatywy fundatorki Lillie Hitchcock Coit, która na budowę wieży przekazała jedną ze swych posiadłości do sprzedaży. O pieniądzach z nieruchomości napisała: „wydajcie je w odpowiedni sposób w celu upiększenia miasta – miasta, które zawsze kochałam.” Ze względu na to, że droga dojazdowa do wieży jest bardzo stroma, można się do niej dostać tylko jedną – Telegraph Hill Blvd. Przy wieży znajduje się parking.
Ciekawostką jest także najbardziej kręta ulica świata – Lombard Street. Warto się tam wybrać samochodem. Pieszo, nie ma tylu emocji. Szczególnie pięknie jest na wiosnę kiedy wszystkie rośliny zakwitają tworząc cudny kobierzec, wśród którego slalomem zjeżdżają samochody. Uwaga: ograniczenie tonażowe (do 3 ton). Jest to oczywiście ulica jednokierunkowa.
Kolejnym symbolem San Francisco są słynne tramwaje. Już nigdzie na świecie nie spotkacie nadal działającego systemu ręcznie sterowanej kolejki. 1 września 1873 roku uruchomiono pierwszą linię. Dokonała tego firma Clay Street Hill Railroad. Do 1889 roku powstało mnóstwo innych podobnych linii obsługiwanych przez 8 różnych przedsiębiorstw. Kiedy w 1906 roku wielkie trzęsienie ziemi i nastepujące po nim pożary zniszczyły miasto, uszkodzeniu uległy praktycznie wszystkie linie. Po odbudowie miasta zastąpiono je tramwajami elektrycznymi oraz trolejbusami.

Po wizycie w San Francisco udałem się już w drogę powrotną do LA. Po drodze jednak postanowiłem zobaczyć jeszcze wieloryby. W tym celu podjechałem do mariny Fisherman’s Wharf. Łodzią z Randy’s Fishing & Whale Watching Trips wypłynąłem na środek Zatoki Monterey. W spokojnych wodach pluskały się wydry, a nad ich głowami latało całe mrowie ptactwa. W końcu, po około 50 minutach rejsu dopłynęłiśmy do miejsca, gdzie najczęściej przebywają wieloryby. Udało nam się zobaczyć około 10 przedstawicieli humbaków. Niestety zarówno tu, jak i w Dominikanie nie udało mi się podejrzeć wieloryba „w całej okazałości”. Widoczne były jedynie grzbiety i ogony, które przewalały się raz po raz po powierzchni oceanu. W drodze powrotnej do mariny towarzyszyło nam olbrzymie stado delfinów. Płynłęy równo z łodzią co jakiś czas wyskakując z wody. Był to jeden z ciekawszych widoków w czasie całej wyprawy. Jeśli macie zasobny portfel możecie zjeść w restauracjach przy Fisherman’s Wharf. Za zupę rybną kasują 12USD, a za king fish z frytkami 29USD. Z braku laku trzeba było wyskoczyć z kasy, choć ból po jej stracie był nieogarnięty.

Kontynuując drogę do LA zatrzymywałem się co jakiś czas, by móc podziwiać niezwykle malownicze wybrzeże. Amerykańska „1” w istocie jest jedną z najpiękniejszych dróg jakimi przyszło mi podróżować, a było ich już sporo. Miejscami wzburzony ocean z furią walił w porozrywane klify. Biała piana zalewała każdą wolną szczelinę, a wodorosty miotały się w wodnym kotle nie wiedząc, w którą stronę uderzyć – czy na brzeg, czy może w przestwór oceanu.

Na dzień przed wylotem do Polski chciałem się jeszcze zresetować. Odpocząłem na Long Beach, o tej porze roku w zasadzie wyludnionej. Słynny kult ciała widoczny jest tu bardzo dobrze w lecie, kiedy silikonowe panie biegają jak Pamela w Słonecznym Patrolu, a muskularni panowie zwisają z drążków, napinając bicki przed kolejnymi niewiastami pozostawiającymi na ich widok długi pas śliny na piasku. Teraz  wiatr hulał pomiędzy palmami wznosząc plastikowe reklamówki i drobiny piasku ku górze. Kiedy robiłem ostatnie w USA zdjęcie przelatującej nade mną mewie, ta nagle dała upust swoim jelitom okraszając białym guanem zarówno obiektyw, jak i moje jedyne czyste ubranie. Życie…

W ten oto sposób zakończyła się moja trzytygodniowa wędrówka po jednym z najbardziej fascynujących krajów świata. Czuję jednak spory niedosyt wszystkiego czego doświadczyłem i czego nie doświadczyłem. Brakuje mi trekkingu w parkach narodowych, słońca w Wielkim Kanionie, kontaktów z mało pierwotnymi Indianami i chłonięcia całym sobą mojej ukochanej Route 66. Niemniej jestem bardzo szczęśliwy, że dane mi było odbyć tą podróż. Jest ona bezwzględnie do powtórzenia.

A oto moje USA w wielkim skrócie:

Map

Wg Google Maps ponad 6000 km, jednak uwzględniając wieczne objazdy (a 3-kilometrowy objazd u nas, „bo zrywają asfalt”, ma się nijak do 150-kilometrowych objazdów w USA, gdzie dróg na terenach pustynnych jest niewiele).

Siedem stanów: Kalifornia, Nevada, Arizona, Kolorado, Utah, Wyoming i Idaho.

Dwanaście parków narodowych i rezerwatów: P.N. Sekwoi, P.N. Doliny Śmierci, P.N. Wielkiego Kanionu, Dolina Monumentów, P.N. Mesa Verde, P.N. Łuków Skalnych, P.N. Capitol Reef, P.N. Kanionu Bryce’a, P.N. Grand Teton, P.N. Yellowstone, P.N. Yosemite, Los Padres.


Myślę, że poniższy clip Moby’ego przybliży nieco atmosferę jaką spowita była wyprawa. Jest to wspaniała kwintesencja amerykańskiego pejzażu:

https://www.youtube.com/watch?v=4SO0qSfxqyk


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s